Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

:love:
 

Nienazwane- cz. XIII by ~Luniaczek:iconLuniaczek:



Senga spoglądał, jak Atalanta prostuje się i wodzi wzrokiem po izbie. Wstała.
- Coś się stało?- wymamrotał.
Rozciągnęła usta w złowieszczym uśmiechu.
- Nie sądzę.
I jego ciało przeszył najpotężniejszy ból w całym życiu. Krzyczał i krzyczał, aż przestał słyszeć samego siebie.

Jestem Atalanta, opanuj się.
Nie jesteś.
Spróbowała ponownie. Jestem Atalanta i...
Nie jesteś.
Coś spychało ją w głąb niej, przejmując coraz więcej myśli.
Matko, jestem... Jestem... Jestem Atalanta...
Bądź.
Patrzyła przez swoje oczy, lecz nie posiadała już samodzielnego ciała.

Luna zerwała się z pryczy.
- Ojej, już myślałyśmy...
Atalanta machnęła dłonią i coś zarzuciło Luną o ścianę. Lilia pisnęła, gdy wrogi umysł wniknął w jej świadomość, zdruzgotał szczęście i pomieszał myśli, umysł potężny, przytłaczający...
Smoki ryknęły, lecz wystarczyło jedno spojrzenie zimnych, brązowych oczu, by skuliły się i skomlały z bólu.

Szarpnął się w łańcuchach, bez skutku. Był już bardzo poirytowany i zły.
Przez bramę ktoś wpadł. Sapnął. Ona...?
- Wyobraź sobie- odwarknęła- Długo cię nie widziałam.

Garlet zadrżał, opierając się o ścianę. Obecność zanikała, krępujące go moce odpłynęły. Był wolny!
Wyszedł na korytarz, rześki i niezależny jak nigdy. Zauważył sunącą ku niemu Atalantę.
- Atalanta!- wykrzyknął radośnie- Co...
Uderzenie znajomego umysłu zaparło mu dech i wyrwało z piersi okrzyk agonii. Atalanta zerwała mu z pasa miecz, po czym zaklęciem powaliła na posadzkę, gdzie miotał się i płakał.

Koga przymaszerował do Atalanty z groźną miną.
- Opuściłaś dużo zajęć! Natychmiast spiesz do stajni!
- Dobądź miecza- poleciła- I stań do walki.
Krew zawrzała mu w żyłach na widok złotej klingi, usta utworzyły formułę klątwy...
Z ukośnego cięcia na jego piersi bluznął szkarłatny strumień. Koga zachwiał się, spoglądając z niedowierzaniem na Atalantę.
W jej źrenicach odbijała się pogarda, kiedy brała zamach mieczem.

Krążyła w kleszczach umysłu Suela, z rozpaczą oglądając, jak życie przecieka jej między palcami. Mogła tylko nie dopuszczać króla do ostatnich wspomnień utrzymujących ją przy istnieniu. Nie zwracał na nią uwagi, atakując wszystkich, którzy kiedykolwiek mieli z nią do czynienia.

Zawładnął nią. Niszczył. Widziała myśli dziewcząt, Sengi, nie mogąc nic na to poradzić. Szlochała w swoim niewielkim azylu, wiedząc, że wkrótce Suel usunie i tą cząstkę.
Jej organizm produkował ogromne ilości mocy, miotała najsilniejsze zaklęcia. Najgorszy był kontakt nawiązywany przez króla, podczas którego kpił z niej i pokazywał swoją przewagę.
Patrz, mówił i torturował przeróżne osoby. Zranił jej smoka. Szydził, demonstrując posiadaną moc.
Błagała, by ją zabił, by zostawił innych, lecz odmawiał. Usiłowała go nawet sprowokować.

Tydzień. Tydzień spędziła pod śmiercionośnym jarzmem króla, zawieszona pomiędzy bytem z zniknięciem. Wszyscy ją znienawidzili, wszyscy się jej bali, nikt nie rozumiał.
Po zachodzie słońca miała zacząć się siódma noc od opętania, czyli kolejne godziny w towarzystwie tej plugawej istoty chełpiącej się cierpieniem. Ale było dopiero nieco po południu i czekał ją cały dzień znoszenia męk gorszych niż wymyślne tortury.
O, a kto tu idzie?- zadrwił król.
Garlet szedł korytarzem z niezachwianą determinacją. Atalanta ze strachem wyczuła, jak Suel wysyła myślową lancę.
Odbiła się ona od twardych barier.
- Atalanto!- chłopak był już od niej o krok- Nie poddawaj się!- błyskawicznie wbił sztylet w jej pierś.
Król krzyknął ze złości i gdy się nie wycofał, Garlet przygwoździł Atalantę do ściany, ciągle pchając sztyletem.
Nagle Suel wypuścił jej umysł i natarł na chłopaka. Powstrzymały go dwie różne osłony, jedna dzika...
Jednocześnie do świadomości Atalanty wniknęła inna, roztaczająca aurę spokoju. Król spróbował zawrócić do opuszczonego ciała, lecz obce myśli odbiły go, dołączyły się pozostałe...
Odpłynął i dziewczyną wstrząsnęły drgawki. Garlet przytrzymał ją, wyszarpnął sztylet i przy wsparciu złączonej świadomości wyleczył ranę.
Ktoś lub coś oddało część energii Atalancie.
Rozpłakała się i wtuliła twarz w koszulę chłopaka. Objął ją, kojąco przytulił policzek do włosów, gładząc ramiona.
- Chciałam umrzeć! Garlet, on chciał was wszystkich pozabijać!- łkała- Nie cierpię siebie! Dlaczego nie pozwoliłeś mi zginąć?
Opuściły ją siły. Zamknęła oczy, porządkując myśli, a strumienie łez niknęły w materiale bluzy.
Nagle zamek zadygotał. Obrazy pospadały ze ścian, szyby popękały, zasypując ich gradem szkła, z sufitu osypał się tynk.
Garlet pociągnął ją za rękę.
- Jasm mówi, że to smoki!- krzyknął poprzez nieustanny łoskot.
Atalanta została zmuszona opanować się w rekordowym tempie. Pokonali pędem schody, kiedy to stanęła jak wryta.
- Senga! Leży u uzdrowiciela!
Garlet zawahał się, lecz uległ pod żelaznym naporem jej spojrzenia. Rozdzielili się przed Kopułą; on odbiegł lewym korytarzem, unikając spadających odłamków gruzu, a ona przeszła między skrzydłami wrót.
Smoki. Zleciały się tu chyba wszystkie z całego zamku, wielkie i małe, o łuskach wszystkich ocieni. Przypominały skłębioną, ryczącą masę, z środka której buchały słupy ognia. Nigdy nie widziała takich płomieni, oślepiająco białych, trafiających z morderczą precyzją.
Przez dziurę w kopule przepływał nieustanny strumień skrzydlatych gadów. Na dole ludzie kręcili się i wrzeszczeli, nim porwały ich szpony.
Te smoki zabijały, paliły. Te smoki zdziczały. Te smoki były aroganckie i chciwe. Te smoki się zbuntowały.
Od motłoku w górze oderwał się jeden kształt. Atalanta sięgnęła ku niemu myślami, lecz zamiast jednego umysłu wyczuła wszystkie świadomości naraz- smoki utworzyły rój.
Ten poszczególny obrał ją za cel. Leniwie rozwarł paszczę, jak gdyby nie musiał się wysilać. Atalanta nie uskoczyła w bok, nie użyła magii, po prostu nie uczyniła nic.
Kawał stropu oderwał się od powały i upadł tuż przed nią, przez co przyjął uderzenie strugi ognia. Uderzenie... Na jej oczach głaz zaczął topnieć...
Zafascynowana potęgą smoków zapomniała o dygotaniu zamku i zasypał ją deszcz skalnych odłamków.

Po blisko kwadransie zdołała odkopać rękę i pomachała nią. Żywiła nadzieję, że ktoś ją zobaczy, bo perspektywa spędzenia reszty dnia pod kamieniami niezbyt ją pociągała.
Hałas ucichł kilka minut temu, co oznaczało, że smoki odleciały. Czasami trzeszczały żebrowania kopuły i pierścienie spadały z hukiem, poza tym panowała cisza.
Atalanta ponowiła próbę, obracając ręką niczym peryskopem. Czy ktokolwiek przeżył?
Zachrzęściły kamienie, rozległy się zwielokrotnione echem kroki. Zaszurał ogon. Na ostatni dźwięk pobladła, przerażona, że została zauważona.
Coś odgarniało gruz i nacisk na jej nogi zelżał. Odczekała, aż wybawiciel odkopie ją w całości.
Powiększyła oczy, kiedy pochylił się nad nią wielki, smoczy pysk. Spróbowała się uśmiechnąć, jednak mięśnie odmówiły jej posłuszeństwa.
- Suń się.
Łeb zniknął i w polu widzenia pojawiły się dwie podobne głowy: Sengi oraz Garleta. Obydwoje byli posiniaczeni i brudni od pyłu.
- Żyjesz?- zmartwił się młodszy z rodzeństwa.
Zamrugała na znak, że chyba tak.
- To poczekaj, uleczę cię.
Niepewnie wdrapał się wyżej i ukląkł pośród gruzu. Dotknął dłońmi jej twarzy i zwolnił moc. Potem zajął się innymi obrażeniami, typu pęknięte żebro czy skręcona kostka. Senga obserwował zabieg z zazdrością.
Pomogli jej usiąść.
- Wszystko w porządku?
- Taak...- przyjrzała się Sendze- Twoja twarz! Jest normalna!
Wiedziona odruchem pogładziła jego policzek, upewniając się, że ma pod palcami nienaruszoną skórę.
- Owszem- spojrzał na brata z ukosa- Naprawił szkody.
Widząc boleść w źrenicach Garleta, Atalanta pospiesznie cofnęła dłoń. Mogłam się domyślić, skarciła siebie w duchu. Są przecież braćmi.
Garlet uśmiechnął się z rezygnacją.
- Porozmawiamy o tym później. Teraz, Atalanto, powinnaś komuś podziękować.
- Komu?
Zza rombu ciała Jasma wyłonił się jej czerwony smok. Zaskoczył ją- nie pamiętała tych szczudłowatych, długich nóg i łudząco końskiej postury. No, i końskiego wzrostu.
Zerknęła niepewnie na chłopaka.
- Co dalej?
Osobiście mnie uraziłaś- odezwał się głos.
- Co to było?
Ludzka inteligencja, akurat.
Atalanta doznała olśnienia. To smok!
- On mówi!- wykrzyknęła.
Ponownie mnie uraziłaś. Kto kiedykolwiek powiedział, że jestem płci męskiej?
Przez usta Garleta przemknął cień uśmiechu.
- Poznaj Dershę.
- Sama wybrałaś sobie imię?- zainteresowała się Atalanta.
Oczywiście- smoczyca prychnęła- W obawie przed noszeniem jakiegoś niedorzecznego miana.
Jasm zawarczał ochryple, co mogło być tylko chichotem.
- Czemu ze mną wcześniej nie rozmawiałaś?- zapytała Atalanta z wyrzutem- Przydałoby mi się.
Dersha polizała szpon.
Ponieważ król nie mógł o tym wiedzieć... Zapoznamy się później, teraz wytłumaczcie sobie, co było.
W głowie Atalanty kłębiły się setki pytań, lecz dostosowała się do rady i spojrzała na braci.
Zawstydzony Garlet spuścił wzrok i, unikając palących spojrzeń Sengi, opowiedział, jak Suel go zaatakował i strącił Jasma do lochów. Opisał przerażające szczegóły, jak usiłował popełnić samobójstwo, jak cierpiał, zadając Atalancie ból. Z korzyścią dla wszystkich zrelacjonował torturowanie dziewczyny i okaleczenie brata.
Skończył, bezradnie rozkładając ręce.
- Uwierzcie mi- w kącikach oczu zaszkliły mu się łzy- Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił.
Atalanta uciszyła go gestem.
- Wiedziałam o tym, odkąd uczyłeś mnie obrony umysłu.
I streściła monotonnym, beznamiętnym głosem zdarzenia od pierwszego szturmu na swój umysł. Garlet i Senga rozdziawili usta, a po ich obliczach kolejno przemykały przeróżne emocje, od strachu po gniew.
Kiedy zamilkła, Senga krzyknął z oburzeniem:
- Po takim czymś nie zasługuje nawet na miano „człowieka”!
- Jesteś o wiele silniejsza ode mnie- powiedział cicho Garlet- Po tym co ja... co ja ci...
Załamał się. Atalanta objęła go, mrucząc:
- Och no, nikt ciebie nie wini...
Przywołała gestem Sengę i wyściskała obu, częściowo po to, by samej poczuć się lepiej. Jasm i Dersha taktownie odeszli, w tej chwili wędrując po Kopule i klękając przy martwych.
Na ten widok Atalanta poderwała się.
- Czy ktoś przeżył oprócz nas?

Poszukiwania wykazały, że większość osób, która przebywała w zamku, nie żyje. Za każdym napotkanym trupem Atalanta dławiła łzy. Najgorsze było jednak spotkanie z dziewczynami.
Kiedy weszła do pokoju, prawie ogłuszył ją przepełniony bólem wrzask. Garlet zachował przytomność, wyczarowywując barierę, która odbiła zaklęcie.
- Uspokójcie się!
Zapłakana Luna podbiegła do Atalanty i uderzyła ją w twarz. Garlet stracił cierpliwość i złapał dziewczynę za nadgarstki, odciągając ją na bok.
Atalanta mimochodem spostrzegła, że nie próbuje uspokoić Luny tak jak jej.
Sypialnia było doszczętnie zniszczona. Prycze zwisały smętnie, powyginane od spadających brył, a wszystko pokrywał biały pył. Lilia płakała nad dwoma ciałami.
Krew odpłynęła Atalancie z twarzy. To nie może być...! Sztywno podeszła do Lilii i zdusiła jęk na widok zmasakrowanych ciał Demi i Marien. Zapiekło ją w gardle, uklękła, chyląc głowę w ostatnim hołdzie dla zmarłych. Jej rozpacz była tym gorsza, że nie mogła płakać, jedynie wpatrywać się niewidzącym wzrokiem w dal.
Lepiej by było, gdyby uroniła łzy; Lilia i Luna- nadal szamocząca się w uścisku Garleta- niedowierzająco wybałuszyły na nią oczy. Lecz Atalanta nie umiała, ogarnęła ją tępa pustka i niemoc.
Poczuła dotyk rąk Sengi na ramionach. Wdzięczność eksplodowała w niej z całą mocą, jednak natychmiast zastąpiły ją wyrzuty sumienia.
Po raz drugi opowiedziała, co się zdarzyło, pokrzepiana delikatnym kołysaniem wraz z Sengą. Wargi Lilii drżały, a łzy znowu spływały po policzkach. Atalanta spłonęła rumieńcem wstydu. Oglądała jej myśli, skryte pragnienia, tajemnice... Przejrzała głowy wszystkich, łącznie z Sengą.
Zacisnęła usta, spuszczając wzrok. Już nie zdoła tego naprawić. Wolałaby, żeby Suel ją zabił; lepsze to niż zmuszanie się do patrzenia w oczy komuś, komu szperało się w myślach. Wszystko straciła. Wszystko. Przylgnęła do piersi Sengi, pragnąc zapomnieć, zniknąć, pokazać, że również cierpi.
©2006-2009 ~Luniaczek
:iconluniaczek:

Author's Comments

Jeeej, nareszcie będzie koniec miłosnego prania się po pysku x3 Jak zwykle jestem chętna do wysłuchania krytyki, wytykania błędów i poprawek, czyli... Po prostu czytajcie, słoneczka ;]

Comments


love 0 0 joy 1 1 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconsasiv-stock:
no i co ja mam napsiac :D? ta atlanta wydaje mi sie okrutna xD

--
:butterflytwo: So long ago....
:iconluniaczek:
A w którym momencie? >D

--
'Breathing each others lives
Holding this in mind
That if we fall
We all fall
And we fall alone'
/System Of A Down - Attack/
:iconvalita-the-hedgehog:
Ciężko jest komentować kolejny świetny rozdział z rzędu i nie wpaść w monotonne "o, jakie to jest genialne!"... No... tego... brakło mi pomysłów na komentarze |D" Piszesz wspaniale, ale to już wiadomo, a teraz upewniłas mnie jeszcze w przekoanniu, że potrafisz oddać emocje postaci tak, żeby brzmiały jak prawdziwe emocje, a nie jak jakies udawane uczucia - a takie trudności często mają młodzi autorzy opowiadan (jak to dobrze czytać całą kupę fanowskich wypocin XD). To jestem ciekawa, co żeś tam teraz dalej wymyśliła, skoror zamek padł. CZekam na więcej :XD:.

--
It's never too late to start wasting your life. c:
By reading this, you have agreed that =Valita-the-hedgehog owns your soul. Thank you. <3
:iconluniaczek:
Jeej, dziękuję bardzo :hug:
Mi też zabrakło słów na komentarze xP To już jakaś podświadomość albo co... |D'

--
'Breathing each others lives
Holding this in mind
That if we fall
We all fall
And we fall alone'
/System Of A Down - Attack/
:iconcrashpl:
Az komentowac juz sie nie chce...xd' - need MOAR!

--
Pieniądze jednak to nie wszystko,
choć na nich twardo stoi świat.
Liczy się ktoś kto jest wciąż blisko,
nawet gdy forsy brak.
:iconsajlent:
Ha, masz chyba większy talent do znęcania się nad swoimi bohaterami niż Sapkowski. :D
Ciekawa jestem przyczyn, z których Suel zmuszał ich wszystkich do prania się nawzajem.

--
I hear you're counting sheep again Mary Jane
What's the point of tryin' to dream anymore
:iconlapis-chan:
napisze to co zwykle XD po prostu świetne XD masz talent

--
========
<3
========

:heart: LavixKanda
:heart: KandaxAllen
:iconkate-catharina:
a no wlasnie, dlaczego z tego wszystkiego wyszla taka 'pralnia'... ;)

tym razem bledow nie zauwazylam :)

jak zwykle swietne

--
I'm sorry for my terrible english :]
--
Nobody's perfect
:iconluniaczek:
Wszystkich ogarnia leeń xD

--
'Breathing each others lives
Holding this in mind
That if we fall
We all fall
And we fall alone'
/System Of A Down - Attack/
:iconluniaczek:
Okaże się niedługo, a i wtedy nic nie będzie wiadome xD

--
'Breathing each others lives
Holding this in mind
That if we fall
We all fall
And we fall alone'
/System Of A Down - Attack/

Details

September 2, 2006
17.3 KB

Statistics

94
3 [who?]
1,091 (0 today)
1 (0 today)

Share

Link
Thumb

Site Map