Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

:love:
 

Nienazwane- cz. XIV by ~Luniaczek:iconLuniaczek:



Przystanęli w piątkę na placu ćwiczeń- Luna i Lilia wciąż szlochały- oceniając rozmiary zniszczeń. Na szczęście smoki zostawiły sale treningowe nienaruszone, skąd wychodziło kilku niedobitków.
Atalanta zmarszczyła brwi i prawda runęła na nią niczym lawina. Zerknęła na pas Garleta, lecz nie było tam miecza.
- Gdzie Koga?- złapała go za ramiona- Gdzie on jest?
- Atalanto, powinnaś...
- Co z nim?!
Usłyszał w jej głosie zawód, niekontrolowane emocje, strach przed pogodzeniem się z przerażającą prawdą.
- Zabiłaś go- wykrztusiła Luna- Widzieli.
Zapadła cisza i Garlet odczuł chęć powalenia dziewczyny. Atalanta poruszyła wargami, wodząc pustym wzrokiem po ich twarzach, po czym skuliła się.
- To nieprawda! To nie ja!- krzyczała, szarpiąc się za włosy- Nic nie mogłam poradzić!
Krew Kogi zbroczyła jej bluzę...
Rozpaczliwie usiłowała zatamować zalewające ją obrazy.
... na ustach zastygł ostatni, przedśmiertny grymas przerażenia...
- Niee, zostawcie mnie- wyjęczała.
Wiedział, że go zabije. Emanował strachem...
- To nie ja!
Niejasno zdała sobie sprawę, że próbują ją uspokoić. Wszystko było jak we śnie, oprócz trawiącej rozpaczy i smutku.
Och, moja mała- Dersha wniknęła w jej świadomość, biorąc na siebie część przytłaczających uczuć- Wybacz jej, jest w szoku. Gdy się uspokoi, zobaczysz, że jeszcze cię przeprosi... I przestań zachowywać się jak psychicznie chora. Ważne, że Garlet i Senga ci wierzą, a na nich zależy ci najbardziej.
Przyznała jej rację. Muszę to przemyśleć.
- Możecie mnie puścić, już się uspokoiłam.
Ostrożnie odstąpili. Wyczuła ich obawę, niepewność oraz troskę braci. Podeszła do Dershy i wgramoliła się na jej grzbiet, spuszczając nogi przed skrzydłami.
Smoczyca łagodnie wystartowała, ale Atalanta i tak objęła jej szyję. Poczuła nagły lęk przed wysokością, kiedy wzlatywały coraz wyżej. Dersha nie była przyzwyczajona do wożenia pasażerów, przez co leciała trochę niepewnie, opadając w górę i dół.
Atalanta uchyliła powieki dopiero wtedy, gdy wylądowały na niedużej skalnej półce na zboczu góry.
- Nie jesteś podobna do reszty smoków- zauważyła- Na tobie siedzę jak na koniu, a na tamtych we wgłębieniu za szyją.
Zeskoczyła na półkę. Dersha prychnęła z irytacją, kłapiąc szczęką.
Bo one są szlachetne- warknęła- Ja nie.
- To jaka jesteś?
Smoczyca położyła się.
Dzika. Ktoś musiał zaatakować stado, dlatego mnie znalazłaś.
- Skąd to wiesz?- zdumiała się Atalanta.
Każdy smok posiada wspomnienia, jednak moje są odmienne, tak jak umysł. Gdyby to Jasm cię chronił, zrobiłby to inaczej.
- A więc to ty!
Oczywiście- Dersha zamruczała- Nie ujawniłam się, chociaż Suel i tak się dowie, kto go wypędził...
- Skoro ty chroniłaś mnie...- powiedziała Atalanta powoli- To wtedy Garlet...
Tak. Był z nim Jasm. Nawet król nie mógł się przebić przez barierę umysłową dorosłego smoka.
Usłyszała w jej głosie podziw dla Jasma i zarumieniła się; podobnym uczuciem darzyła Garleta.
- Co teraz?- zmieniła temat- Jesteście jedynymi smokami, które zostały, większość jeźdźców nie żyje, a król z pewnością zaatakuje. Ja nie umiem miotać trudniejszych zaklęć, więc jaki ze mnie pożytek?
Dersha spojrzała na nią hardo. Garleta uczył sam Koga, więc teraz to on jest najsilniejszy w całym Salecie. Będzie zmuszony przeszkolić cię jak najszybciej, tak, byś nie stanęła do walki bezbronna.
- A reszta?
Och, ich również nauczy- Dersha napuszyła się- Jednak bez smoków ich magia jest śmieszne słaba. Dużo was łączy- dodała, bezbłędnie trafiając w tok myśli Atalanty.
Dziewczyna poklepała ją, będąc w o wiele lepszym humorze.
- Dziękuję.

Kiedy wróciły na dół, Luna wrzeszczała na Garleta, który próbował ją uspokoić. Dziewczyna wyglądała, jakby oszalała; Atalanta delikatnie wyczuła jej umysł ogrodzony murami paniki.
Jasm z niepokojem krążył wokół swojego jeźdźca, gotów obronić go w każdej chwili, Senga ze zdziwieniem obserwował dzikie ruchy Luny, jak gdyby nigdy nie widział podobnego zachowania, a Lilia trzymała się na uboczu.
Luna nie dostrzegła nie dostrzegła nadlatującej Dershy.
-... Oboje jesteście tacy samy!- krzyczała- Oboje splugawieni! Szperacie w cudzych głowach, szpiegujecie, pysznicie się tym! Uważacie się za wyjątkowych, bo wasze smoki zostały! Jesteście słabi, bo się poddaliście!
Garleta pozornie nie poruszyły te wyzwiska, lecz Atalanta wyczuła jego gniew. Gestem przekazała, by nic nie robił Lunie.
- Jokena mówiła, że masz najbystrzejszy umysł- powiedziała cicho- Widać, że się myliła. Jak możesz nas oskarżać o wpuszczenie Suela do naszych głów, skoro nie potrafisz zapanować nad własną?
Luna zamierzyła się na nią, czerwona z upokorzenia. Atalanta odepchnęła ją, ciągle patrząc w oczy bez śladu zawstydzenia czy skruchy.
Odeszła, nie dając jej czasu na przetrawienie tych słów. Garlet i Senga pospieszyli za nią, również ignorując Lunę.
Dobrze postąpiłaś- stwierdziła Dersha- Rada jest jedna: odsuń rozpacz i zajmij się tymi, którzy cię wspierają.
Atalanta potrząsnęła głową. Trudno jej przyszło psychiczne zranienie Luny, ale nie widziała innego wyjścia.

Zapadła noc. Atalanta westchnęła, wpatrując się w czerń nieba.
Znowu się zadręczasz- skarciła ją Dersha- Twój maskowany smutek nic nie zmieni, nie sprawi, że Koga nie ożyje.
Luna ma rację. Poddaliśmy się.
I słuchaj jakiejś spanikowanej dziewki miast mnie- rozgniewała się smoczyca- Skoro tak ci ciężko, idź do Garleta i pogadaj z nim.
Posłuchaj- ucięła Atalanta ze złością- Nie chcę, żebyś mnie z nim swatała!
Swatała? Chodziło mi o to, że on też był... opętany... i ciebie zrozumie! Mimochodem wiedz, że nie ukryjesz przede mną silnych uczuć, a jednym z nich darzysz Garleta- uspokoiła się nieco- Dobrze ci to zrobi.
Jest noc, z pewnością chce wypocząć. Odwiedzę go jutro.
W ślepiach Dershy rozbłysła ostrzegawcza iskra.
Będziesz musiała wybrać. Jeden z drugim żyć nie może, zaś jeden z nich nie może żyć bez drugiego.
To zagadka?- Atalanta przygryzła wargę.
Dość banalna.
Umilkły, pogrążając się w rozmyślaniach. Po chwili Dersha wymruczała:
Ja... My, z Jasmem... Naprawdę chcieliśmy lecieć z resztą. Dzięki wszystkim za loch wzmocniony magią... Omamiło nas, ujrzeliśmy kuszące obietnice...
Atalanta, nie wiedziała, co powiedzieć. Objęła szyję smoczycy i przyszykowała się do snu.
Zdawała sobie sprawę, że pewne sceny z minionego tygodnia będą prześladować ją przez wiele lat.

Ktoś odgarnął jej grzywkę z czoła. Atalanta wzdrygnęła się, chowając głowę i nad nią rozbrzmiał czyjś śmiech.
- Jesteś taka zabawna!
Spojrzała na Sengę i uśmiechnęła się lekko. Dersha już nie spała, zachłannie czyszcząc skrzydła.
- Garlet chciał, żebyś z nim porozmawiała- przekazał- Nie miałem co do roboty, a w ogóle zapragnąłem ciebie spotkać, więc przyszedłem.
Po chwili szli z Dershą drepczącą po piętach częściowo zawalonymi korytarzami. Senga zerkał na Atalantę, zbierając się w sobie, jednak uprzedziła go:
- Na przykład, ile ty masz lat?
- Dwadzieścia trzy.
Ścisnęło ją w dołku. Dziewięć lat! To była kolejna przeszkoda między nimi.
- A twój brat?- wysiliła się na spokojny ton głosu.
- Cóż, jest stosunkowo młody- odparł Senga z wahaniem- Jasm wykluł się dla niego, kiedy był w mniej więcej twoim wieku, a teraz jego smok ma cztery lata.
Czyli ma osiemnaście... Uderzyło ją to, jaki musi być silny, skoro szkoli się już cztery lata. I ile zajmie mu przekazanie swojej wiedzy?
- A wasi rodzice? Jakoś nigdy ich nie widziałam.
- Nie żyją.
- Och- dotknęła jego ramienia- Zapomnij, że pytałam.
Uśmiechnął się na znak, że jemu to nie przeszkadza. W milczeniu dotarli na dziedziniec przed zamkiem, gdzie Garlet głaskał pysk Jasma. Podziękował Sendze i kiedy mężczyzna zniknął z pola widzenia, przykucnął przy łapach swojego smoka.
- Dersha powiedziała ci o twoim dalszym szkoleniu- bardziej stwierdził niż zapytał, wpatrując się w popiół między butami- I, niestety, musimy się sprężać. Zaczniemy dzisiaj.
- Dobrze.
- Przedtem...- uparcie nie podnosił wzroku i zaczął rysować w popiele- Chciałem... Jakoś ci wynagrodzić zadane rany.
Przyklęknęła przed nim i pochyliła się, zaglądając w oczy. Miał tak nieszczęśliwą minę, że mimowolnie mu współczuła.
- Jedyna, co możesz zrobić- wyszeptała- To nauczyć mnie jak najwięcej.
Cofnęła się. Garlet przycisnął dłonie do czoła w geście beznadziejnej walki z myślami.
- Wiem, jak się czujesz- ciągnęła- Wiem, bo przeżyłam to samo. Robiłam coś, na co nie miałam wpływu, lecz zrozumiałam, że nie odwrócę tego, co się stało.
- Wiesz, dlaczego Suel mnie opętał?- zapytał.
Pokręciła przecząco głową.
- Bo chciał spowolnić twoje szkolenie. Zostawił część swoich wspomnień, stąd to wyczytałem.
To by się zgadzało- wtrąciła Dersha- Suel wybrał Garleta, bo jego moc nie wzbudza podejrzeń, no i nie mógł opętać Kogi, bo wszystko byłoby jasne. Daliśmy się nabrać, myśląc, że Garlet po prostu się wyżywa, a tak naprawdę Suel cię kaleczył i przez wizyty u uzdrowiciela opuszczałaś lekcje, traciłaś siły... Szczwana bestia z tego króla.
Atalanta podzieliła się domysłami Dershy z Garletem, który powiedział jedynie:
- Dokładnie.

Atalanta zebrała się z byłymi jeźdźcami w sali treningowej. Zaskoczyło ją to, że jest ich zaledwie tuzin, na dodatek większość nie starsza od niej.
Panele trzeszczały złowieszczo pod butami Garleta, gdy przechadzał się wzdłuż szeregu.
- Jak zauważyliście, przetrwało nas niewielu- zaczął- Straciliśmy wszystkich najlepszych jeźdźców i zostaliście tylko wy- powiódł wzrokiem po ich twarzach i Atalanta pojęła, jak bardzo musi przeżywać taką stratę- Moim zadaniem będzie wyszkolić was jak najlepiej, jednak nie obiecuję, że mi się to uda. Jest was trzynastu, niektórych nauczę innych rzeczy niż pozostałych i na odwrót.
Paru młodych jeźdźców poruszyło się rozwścieczonych. Luna zerknęła na Atalantę z nienawiścią.
- Macie prawo do złości. Ale powinniście zrozumieć, w jakim jesteśmy położeniu i że nie możemy się kłócić.
Jego słowa zdawały się jeszcze bardziej rozgniewać słuchaczy.
- Tak, wiem, o co wam chodzi. „Za kogo on się ma”, myślicie- przystanął- Chcę, abyście wiedzieli, że wcale mi to nie pasuje. Dość tego. Sami musicie dojrzeć do zrozumienia, a ja wam w tym nie pomogę.
Upewnił się, ze nadal go słuchają.
- Dostaniecie nową kwaterę. Znajduje się obok zamku i jest na tyle duża, że się w tam pomieścicie. Codziennie będziecie wychodzić z Jokeną przed świtem, wracać do zamku na śniadanie i przychodzić do mnie. Ci, którzy trenowali u Kadery, nadal będą uczyć się u niej, chyba, że zarządzę inaczej. Z góry uprzedzam, że tempo nauki będzie o wiele większe niż zwykle i oczekuję, że temu podołacie. Teraz dobierzcie się w pary.
Byli jeźdźcy usłuchali z ociąganiem i ustawili się dwójkami. Garlet wezwał Atalantę gestem i oznajmił głośno:
- Teraz po kolei stoczycie pojedynki i osądzę, na ile umiecie się fechtować- dodał ciszej do Atalanty:- Ty zawalczysz ze mną.
Przytaknęła z rezygnacją. Tymczasem wśród par zapanowało poruszenie, kiedy nikt nie chciał być pierwszy.
- Jeśli tak mają wyglądać nasze lekcje, proponuję, żebyście od razu poszukali innych zajęć- rzekł Garlet.
Atalanta w myślach zaklaskała z uznaniem. Umie zagrać na ludzkim sumieniu.
Wreszcie wystąpiło dwóch starszych jeźdźców i reszta jakoś się rozkręciła. Garlet w milczeniu przyglądał się pojedynkom i choć na jego twarzy nie odbijały się żadne emocje, Atalanta była pewna, że nie jest zadowolony.
Ją samą zażenowała para nieco starszych dziewczyn, które bardziej koncentrowały się na przypodobaniu Garletowi niż machaniu kijem. Chłopak stanowczo wyprosił je na zewnątrz, mówiąc, że powinny pohamować swoje zachcianki i ochłonąć w towarzystwie innych dziewczyn.
Atalanta również uważała, że poziom umiejętności jest doprawdy znikomy. Czy spowodował to brak smoków?
Stanęła naprzeciw Garleta, ściągając włosy rzemieniem. Zasada: nie możesz oślepić się własnymi włosami. Zważyła w dłoni kij, gotowa w każdej chwili zaatakować lub odeprzeć cios.
Garlet ciął tak szybko, że ledwo co zdążyła odparować jego kij. Koga zazwyczaj nie prezentował pełni swoich umiejętności, żeby mogła ćwiczyć. Nie pozwoliła obawom nią zawładnąć, przykładając się do pojedynku bardziej niż kiedykolwiek, pragnąc wykazać, że zasługuje na miano jeźdźca.
Był o wiele lepszy. Doceniała jego technikę, szybkość i pewność, z jaką atakował. Pomyślała pomiędzy kolejnymi ciosami, że nie chciałaby stanąć z kimś takim do prawdziwego pojedynku.
W końcu Garlet zamachnął się i zatrzymał kij o milimetry od jej szyi. Stali chwilę nieruchomo, po czym pokłonili się sobie.
Wybrał sześciu jeźdźców- w tym Lilię- i poinformował ich, że zaczną trenować z nim.
- Ty również- powiedział Atalancie.
Kiedy wychodzili, Luna spoglądała na Atalantę z żądzą mordu w oczach.
©2006-2009 ~Luniaczek
:iconluniaczek:

Author's Comments

Aaaaaała, już nie mam siły tego przepisywać... xD

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconagatek:
wreszcie inne zakonczenie xD
:iconwampir:
no nie, zawiodlam sie i to strasznie, jakbym czytala Eragona w postaci zenskiej i z tylko lekko zmieniona historia, stało sie przez to podobienstwo jak dla mnie nudne, a szkoda bo na samym poczatku zapowiadalo sie inaczej, a teraz to jak marna podrobka Eragona, no coz...

--
"Remember remember the fifth of November
The gunpowder, treason and plot.
I see no reason why gunpowder, treason
Should ever be forgot...."
:iconkyoko-suomi:
noo, w końcu się doczekałam nowego rozdziału.. ten rozdział jest najnudniejszym z rozdziałów, tak szczerze.. ale i tak czekam na kolejne :)
:icongagarin80:
no nazwij to jakoś... :licking: ;)

--
:>
:iconkatiria-the-cat:
:clap: ^^

--
My journey's over I'm standing on the edge
And close my eyes to this world of lies..

My will is broken it's the end of all my dreams
My soul yearns for the valley of the queens..
:icondark-nezumi:
niue weim czego chcą od tego opowiadania.. mnie się podoba.. ^^ żadnych zastrzeżeń.. :hug:

--
Sleep my baby.. dream a peaceful dream
It will protect you from your Evil
:iconvalita-the-hedgehog:
Przepisuj dalej i nie marudź. To jest super @_@ a jak zaraz więcej nie przeczytam, to dostane fioła. I tyle tylko powiem. |D

--
It's never too late to start wasting your life. c:
By reading this, you have agreed that =Valita-the-hedgehog owns your soul. Thank you. <3
:iconluniaczek:
W końcu, nie? xP

--
'Breathing each others lives
Holding this in mind
That if we fall
We all fall
And we fall alone'
/System Of A Down - Attack/
:iconluniaczek:
Skoro tak sądzisz... '.'

--
'Breathing each others lives
Holding this in mind
That if we fall
We all fall
And we fall alone'
/System Of A Down - Attack/
:iconluniaczek:
Wiem, że jest nudny xP

--
'Breathing each others lives
Holding this in mind
That if we fall
We all fall
And we fall alone'
/System Of A Down - Attack/

Details

September 7, 2006
17.6 KB

Statistics

93
2 [who?]
623 (0 today)
6 (0 today)

Share

Link
Thumb

Site Map